To jest taki sobie blog. Blog jest zasadniczo o niczym.

Thursday, March 03, 2005

Do roboty!!

Trudno sie zmobilizowac do choc grama kreatywnosci. Tyle roboty na glowie, a ja nic tylko jakies blogi pisze. Kazda wymowka jest dobra, zeby nic nie robic. Najlepiej pomarudzic jakie to ja przesrane zycie mam, ile to ja sie przecierpialem przez tych wszystkich paskudnych lutkow.
A to wszystko bzdura. Bo przeciez wszystko i tak ode mnie zalezy. Kazdy sam siebie okresla, jest kowalem wlasnego losu.... a to zem powiedzial. Tak powiedzialem!
Ciekawe jaka jest najlepsza metoda na unikniecie tych wachan nastrojow, nie liczac metod farmakologicznych oczywiscie. W zasadzie wczoraj to mialem wrazenie, ze wyjde z siebie i stane obok. Z rana przyszla >>faktura<< - nic tylko kamien do szyji(?)ii(?)i(?) - tym na czym glowa wisi.
Z innej beczki - dzis sie dowiedzialem, ze kwestia rozwodu - jeszcze nie sformalizowana - sie krystalizuje. Dzialania sa podejmowane. W sumie nic takiego, bo to kwestia czasu byla tylko, ale przez swoja jaszurza skore chyba dopiero teraz do mnie trafia. Konec. Nima juz nic. Jestem wolnym 30 letnim czubkiem, co to w zyciu nic nie osiagnal i prawdopodobnie nie osiagnie. Nie mowiac nic o minimum spolecznym jakim jest rodzinka ect. Ostatnio wyczytalem w jakims artykule ze po 35 faceci juz nie sa w stanie sie z nikim zwiazac, bo osiagneli taki stopien zdziwaczenia. Niewiele mi brakuje. Chociaz to chyba bylo o kawalerach. Ja bede wkrotce zdziwaczalym 35letnim zgredem i tak czy owak nie bede w stanie nawiazac jakiejkolwiek stosunkow miedzyludzkich.
Bzdury, bzdury nic wartego do przeczytania i tak juz bedzie do konca. Prosze usiasc wygodnie i sie odprezyc - to juz tak zostanie. Zastanawia mnie troche, czy zdazylo sie komus to przeczytac. Zalozenie jest w zasadzie takie zeby ktos czytal to - skoro udostepniam to w necie. Jednak ten watek chyba nie jest warty zeby sie nad nim rozwodzic.
Mialem przezywac oczyszczenie to piszac. Chcialem zeby tak w zyciu codziennym negatywne mysli nie narzucaly mi toru postepowania. Trudno mi sie skupic na otaczajacej rzeczyczywistosci, co powoduje znaczna deprecjacje mojego wizerunku. Nie da sie rozmawiac z kimkolwiek przy odjazdach co chwile. Te dziwne spojrzenia i pytania w stylu "o co ci chodzi" zaczynaja mi naprawde przeszkadzac. Mam wrazenie, ze zaczynam sie tlumaczyc z tematu , ktory mialem zakonczyc, wiec na tym koniec.
Acha - to chodzilo raczej o to ze jak pisze to nie potrafie byc tak bezwzgledny w stosunku do samego siebie jak w przypadku funkcjonowania w interakcji z otoczeniem - niech tak to sie nazywa. Czyli innymi slowy nic ciekawego do napisania. To wszystko przez spowolnienie wynikajace z niemozliwosci pisania szybko - oczywiscie, ze tak. Czlowiek musi tak spowalniac, ze w koncu sie zawiesza. I to wszystko przez to nieumiejetne poslugiwanie sie klawiatura. I manipulowanie mysza. Bez pojecia!
Wazne zdazenie z dnia dzisiejszego. Moja bezgraniczna euforia dnia wczorajszego doprowadzila do zoobowiazania sie do pomocy jednej paskudnej pijawki chcacej wymoc na mnie pomoc przy procederze o charakterze kryminalnym. Dalem sie wciagnac w to z uwagi na objawienie sie w mojej glowie koncepcji alternatywnej, ktora z jednej strony byla absolutnie legalna i niebywale korzystna dla mnie, jednak w niektorych srodowiskach moglaby mnie postawic w niekorzystnym swietle o czym zdalem sobie sprawe dopiero dzis (nie, to bylo wczoraj, ale juz po napadzie euforii). Tak. Ciekawe, ze moj ziom ktory nie wiedzial o moim dylemacie zasugerowal, ze niektorzy ludzie sa bardzo zrecznymi manipulantami. Sugerowal, ze poruszaja sie na pewnym delikatnym gruncie zoobowiazan okazujac z jednej strony bezgraniczna bezinteresownosc, aby pozostawic pozytywne wrazenie. Z nagla wyskakuja potem z jakims paskudnym cyrografoidalnym konceptem, aby posiasc kontrole nad druga osoba. Mowil to w jakims kontekscie, ktorego notabene dzis juz nie pamietal, nie powiem jakim (ech te odjazdy - wtedy tez nie wiedzialem o co mu chodzi). Odebralem to w odniesieniu do swojej sytuacji i zrozumialem, ze moja opcja byla niezbyt rozsadna. Ale goscia musialem niestety zabic...

No dobra, nie zabilem go, tylko nieco sponiewieralem.

No dobra w zasadzie powiedzialem tylko "to sie nie uda".

Nie mowie o szczegolach. Tak mozna odkryc w tym inny sens. To takie poetyckie.
W zasadzie moglo sie to odnosic do kazdego. Ja chcialem zmanipulowac goscia od spraw kryminogennych, odkrylem ze on moze mnie zmanipulowac w sposob znacznie bardziej perfidny, a ziom mial chyba na mysli swojego szefa. Tak. Trudna sprawa.

To z innej beczki. Alem sie napracowal, ciezka ta robota nie sposob sie podzwignac i zrobic cos. Napisac cos. Odkryc ameryke. Do poniedzialku pare dni zostalo, a ja nic tylko same bzdury. Do poniedzialku chyba nie odkryje niczego. Moge zato stworzyc cos co istnieje, aby moc to kontrolowac w sposob dowolny. W ten sposob stac sie wladca maszyny!! To wspaniale. Potrzebuje tylko troche koncentracji, odrobine cierpliwosci. Umiejetnosci niepotrzebne sa, tylko ten blogi spokoj ducha co na koncentracje pozwoli.
Ostatnio probuje troche medytacji. Kwiat lotosu mi juz wychodzi i nawet nie powoduje tego dramatycznego ucisku w miednice. Ostatnim razem tak odjechalem, ze przez nie mruganie oczami lzy mi ciekly jak z kranu. Nie wiem czy o to chodzi. Powinienem chyba zasiegnac porady specjalistow. Tak z moich spostrzezen to niewatpliwie uspokaja, aczkolwiek moze tez powodowac napady strumieni myslowych. Jak czlowiek stara sie powstrzymywac mysli, to ni stad ni z owad moga sie wylac i zalac zaplon. A potem znow trzeba sie uspokajac. Tak, to moze uzalezniac.

A ja chce byc wolny od uzaleznien. Wezmy takie papierosy za przyklad. Ostatnio z racji przebywania przez dzien caly w miejscu o wysokim rygorze antynikotynowym nie pale w zasadzie wiecej czasu niz pozniej. Jednak dzienne spozycie nie ulega zmianom. Po opuszczeniu tego miejsca jaram jak opetany i wyrabiam norme z gorka. Dokladnie ta sama sytuacja.
Celem jest zrownowazenie zachowan. Jak czowiek sie powstrzymuje przed czyms to nastepuje atak z drugiej manki. Tak w kwestii rownowagi psychicznej nalezy zdefiniowac bieguny. Czy sa nimi euforia i depresja, czy moze cos innego o czym myslalem przed chwila, ale zapomnialem? To cotobylo? Zlosc/Radosc? Czy moze agresja i biernosc.
Tak naprawde kwestia agresji i biernosci zyciowej pochlania mnie ostatnio. Chyba pisalem o tym wczesniej. Mam na mysli bardziej aktywnosc i jej brak. Branie losu w swoje rece i pozostawienie go w formie niezmaconego strumienia zdazen z ktorym walczyc nie warto, bo sie i tak nie wygra. Oczywiscie bez zadnej aktywnosci to niewiele sie ma wogole szanse zmienic, ale aktywnosci pozbawionej zbednego ciezaru radykalnych pogladow i postanowien. Chyba sam sobie odpowiadam na pytanie... Bezsensu. Walka o zasady jest meczaca i ryzykowna. Powoduje niepotrzebne wystawianie sie na krytyke otoczenia. I nie tylko w kontekscie radykalizmu, ale raczej osmieszajacej akuratnosci. W koncu nikt nie jest nieomylny. Ale ma zasadnicza zalete - latwo przy jasnym zdefiniowaniu celow i dazen nie tylko kontrolowac rzeczywistosc, ktora sie kreuje, ale przede wszystkim obraz siebie i szacunek dla siebie. To jest cos czego mi brakuje. No dobra nie mam 30dziechy ale ok 25 - jak bede taki stary jak te 30letnie trepy to bede mial juz wyrobione poglady na wszystko. Bede znal odpowiedzi na wiekszosc zasadniczych pytan. Dlugi ten akapit.. trzeba zaczac od nowego.
Nie mam nic ciekawego do zaoferowania swoim rozmowcom. Moje poglady sa tak mialkie, pozbawione radykalnego zabarwienia, ni to faszystowska swinia, ni komuch. Dmowskiego nie czyta, Che Guevary nie nosi na piersi. Nic. Dluzyzna i tumiwisizm.
Ale punktem wyjsciowym byla kwestia agresji/biernosci zyciowej mzy ktora rownowagi wciaz poszukuje. W efekcie rzucam sie do gardla tym, ktorych powinienem olac, a olewam tych co mi swinie podkladaja. Wszystko do bani. Chyba kiepsko tez robie bedac nadmiernie bezposredni. Trzeba czasem - w przenosni - uszczypnac tych ktorych sie kocha, a sprzedac buzke z jezyczkiem tym ktorych sie nienawidzi. Ja jestem mientki i oslizgly coby mnie nie kochali i nie nienawidzili. To ta biernosc i beznadzieja pozbawiona charakteru i kontrastu. Jak bialy obraz. Nic.
Nie warto chyba tez przyjmowac pogladow o tych zasadniczych kwestiach i pytaniach ludzkosci. Lepiej jest wyszukiwac we wszystkim dziury i punktowac jednych i drugich. Wystarczy myslec. Ale to trzeba troche poczytac niestety. A jak czlowiek nawet za zalegla robote zabrac sie nie moze, to co tu gadac o rozwiazywaniu kluczowych kwestii spolecznych.
No i tak leci. Mialem pracowac, a bzdury produkuje w ilosciach masowych. Globalnych. I czuje ze predko nie skoncze. Bede pisal az stwierdze, ze za pozno na robote. Trzeba przelozyc na jutro. I kolejny dzien stracony na nic. Chociazbym jakas slodka piosenke napisal coby przyszlej zonie na mandolinie zadrynic. Nic nie napisze bo to sie nie da. Probowalem. Niemozliwe.
No i pustka. Jakos w trakcie pisania sie rozkrecilem. Chyba mnie jakas rozpierajaca euforia nachodzi. To niebezpieczne.
Dzis pisali jak sobie radzic ze stresem. W sumie to bylo dobre. Jakis psychol(og) stwierdzil ze najlepszym sposobem na opanowanie stresu jest pewnosc siebie. Ciekawe. Moze w nastepnym odcinku Metropolu napisza jakas recepte na pewnosc siebie.
Ciekawe jak mozna byc pewnym siebie w sytuacji gdy sie ma tlumaczyc dyrektorowi, ze jest idiota.

To tyle. Trzeba jednak czasem popracowac. Tak?

0 Comments:

Post a Comment

<< Home