To jest taki sobie blog. Blog jest zasadniczo o niczym.

Tuesday, February 22, 2005

Zona

Nalezaloby zaczac od poczatku, ale to byloby zbyt beznadziejne na poczatku wiec szkoda sie silic na przypomnienie sobie wszystkiego co mi sie zdazylo od urodzenia poczawszy. Zatem postaram sie dzialac tematycznie - a niewatpliwie moja (jeszcze) zona - Monika - jest dobrym punktem wyjsciowym.

Jak to bylo? Spotkalismy sie jakies 10 lat temu. Byla kumpela, mojej kumpeli. Potem chodzila z gosciem, ktory byl moim dobrym ziomem. Mozna powiedziec rozne rzeczy o niej, ale z pewnoscia nie ze byla skromna i niesmiala. A w szczegolnosci nie mozna powiedziec, ze byla uczciwa wzgledem swojego chlopa.
Po jednej z libacji wyladowalismy w lozku. Dziewczyna szla na maksa, ale ja sie wycofalem. Wtedy uwazalem to zagranie za kompletny kretynizm, choc niewatpliwie uczciwe wzgledem kumpla. Tak w perspektywie czasu to wrazenie ulegalo modyfikacji - najpierw jak sie zorientowalem jakim debilem byl Robert, potem jak poznalem sie na niej.
Potem jeszcze bylo pare epizodow, ale konsekwentnie sie wycofywalem.
Jakies 5 lat temu bylem z taka sympatyczna dziewka, jej bliska kumpela. Ona byla wtedy na etapie rozstania z Robertem i spotykala sie z innym moim ziomem. Jak rozstalem sie z ta - jak ja nazwalem - dziewka, bylem w lekkim dole. Zaczelismy sie wtedy spotykac, uklad byl czysty - ona sama, ja tez. Po pewnym czasie sprawa niepostrzezenie zaczela stawac sie dosc powazna.
Dlaczego? Zawsze wydawala mi sie bardzo piekna i seksowna dziewczyna. Ponadto miala w sobie jakas taka dziwna zyciowa madrosc, ktorej mi zawsze brakowalo. Brala sprawy wyjatkowo lekko i z dystansem. Pozatym zarazila mnie jakims dzieciecym entuzjazmem do zycia. Nie powiem zebym sie w niej wtedy zakochal. Mysle, ze byl to rodzaj kompromisu ktory na ten moment wydawal mi sie idealnym ukladem. Wczesniej mialem naprawde kiepska robote, jak zaczelismy sie spotykac wszystko raptownie zaczelo mi isc z gory. Zbieg zdarzen doprowadzil, ze musialem sie rozejrzec za czyms innym i pach! Zajebista robota, duzo nadmiarowej kasy i co za tymi idzie permanentna modyfikacja psychofizyczna.
Bylo super i glownie za jej sprawa. Powiem tyle ....
Druga szklana grzanego wina i jedziemy dalej.
Nie chcialbym sie szczegolnie rozdrabniac na opisywanie sytuacji, choc jest to szkieletem naszego zwiazku, ale obawiam sie, ze zbyt wiele z tego nie bedzie mozliwe do opisania z powodu utraty duzych obszarow pamieci przez te lata, lata mutacji.
Generalnie mozna podzielic nasz zwiazek na 3 etapy:

  1. Beztroska cieleca radosc z zycia,
  2. Czasy ponurej egzystencji
  3. Slub

W pierwszym etapie bylo naprawde fajnie. Jak tak popatrze na wyprodukowane przeze mnie etapy to mysle sobie, ze jest to taki standardzik. Ale w moim przypadku to bylo dosc mocno jaskrawe. Powiem krotko - moja zona jest biseksualna. W zasadzie przelecialem wiekszosc jej przyjaciolek z absolutnym przyzwoleniem. Byly tez przez nia prowokowane jazdy w druga strone. Ona bardzo lubila knajpy dla gejow - "oni tak smiesznie ta raczka machaja" ect. Zwiedzilismy wiele knajp gejowskich, z jej nadzieja ze cos wyjdzie w druga manke. Ale ja jakby nie kumalem aluzji, koncepcja wlaczenia cioty miedzy nas legla w gruzach.

Tak na marginesie ciekawe doswiadczenie z tymi wyprawami do knajp gejowskich. Faceci z zalozenia nie sa przyzwyczajeni do bycia obiektem seksualnym. Wiem to po sobie. Jednak wazne jest tez dla kogo jest sie takim obiektem. Oblesna sprawa.

Do tego tez wchodzila opcja bawienia sie z innymi parami. Z poczatku jawilo mi sie to jako ciekawa opcja, jednak po jednej imprezie z kolezanka Moniki, tez Monika odechcialo mi sie zabaw w roznych kombinacjach. Zostalem oskarzony o zdrade, poniewaz zabawa dla mnie nie skonczyla sie gdy ona wyszla do lazienki. Do konca slyszalem jak to ja zdradzilem na jej oczach. Ta kwestia sie jakos nie przestala miec dla niej znaczenia. Wielokrotnie mowilem jej ze ma to raczej na celu usprawiedliwienie swoich ewentualnych skokow na bok, co z reszta parokrotnie potwierdzila. Ale to jednak nie pomoglo, sprawa wracala jak bumerang.

Po tym powiedzialem "koniec". Juz wiecej sie nie bawilismy w tego typu kombinacje. W zasadzie dla mnie nie byla to jakas tragiczna strata, bo seks nie spelnia tak kluczowej funkcji w moim zyciu. Nie chce byc zle zrozumiany - pierdolenie, trytanie, ruchanie, kotlowanie, pieprzenie, posuwanie, gimnastykowanie sie czy tez last but not least kochanie siÄ™ - zajmuje istotna pozycje w moich zyciowych priorytetach acz nie przewodnia. Wtedy myslelismy juz powaznie o malzenstwie. Mieszkalismy juz razem, w zasadzie slub byl naturalna koleja rzeczy. Jednak jakos sprawa sie przeciagala. Wynikala z faktu, ze Monika stracila robote i ciezko bylo przy takich przyzwyczajeniach zrezygnowac z wielu rzeczy. Slub jak wiadomo - kosztowna rzecz.

W zasadzie malo tu mowie o nas. Koncentruje sie bardziej na kolejach rzeczy. I tak bedzie dalej. Na koncu cos napisze o nas. Na razie skonczylo sie wino - trzeba zagrzac trzecia porcje.

I o czym to ja mialem pisac? ... Wiele zalezalo od relacji z naszymi znajomymi. Ona miala bardzo wiele przyjaciol. Ja zasadniczo nie bylem zawsze nazbyt uspoleczniona jednostka. Mialem paru dobrych znajomych, ale nie stanowili oni dla mnie ostoi. Zawsze raczej staralem sie sam radzic sobie z problemami, nie szczegolnie sie dzielilem swoim zyciem z innymi. Wydaje mi sie, ze wynikalo to z doswiadczen, ktore radzily mi nie dzielic sie z innymi problemami roznej masci, bo przewaznie generowalo to inne problemy. Dlatego tez nie odczuwalem duzej straty, tracac kontakt z kolejnymi osobami. Jednak niektore straty byly bardziej radykalne z uwagi stosunku Moniki do znajomych plci zenskiej.

Nie bede sie rozpisywal co do konkretnych osob i sytuacji. Generalnie rozchodzilo sie o to, ze ja akceptowalem - no z pewnymi wyjatkami - wiekszosc jej znajomych, ona na wszystkich imprezach z moimi robila mi nieprzecietne jazdy.

Niemniej moj stosunek do ludzi nigdy nie pochlanial mnie tak intensywnie jak mozliwosc doznawania euforii w sportach roznej masci. To jest dla mnie cos dla czego naprawde warto zyc. Uprawiam rozne dyscypliny, mniej lub bardziej ekstremalne. Obcowanie z zywiolami natury, takimi jak woda, powietrze czy tez, zadko wymieniana w tym gronie, grawitacja jest dla mnie niebanalnym powodem na egzystowanie na tym zalosnym padole. Jednak dla niej to nie bylo wytlumaczenie dlaczego nie mamy byc razem. Nie musze mowic, ze ona nigdy takich rzeczy robic nie lubila i nigdy robic nie bedzie. Usilne proby sklonienia do wspoluczestniczeniu w zeglarstwie, windsurfingu czy tenisie spełzły na niczym. Udalo sie czesciowo z snowboardingiem, ale tez nie do konca.

Ogolnie dramat. Zalosne to co pisze, mozna uznac ze zwiazalem sie z osoba kompletnie nie pasujÄ…ca do mnie. Jak ja moglem pomyslec o zwiazaniu sie z nia? Tego sam nie wiem. Wiem tylko, ze wyszedlem z absurdalnego zalozenia, ze uzupelnimy sie interesujac sie troche innymi rzeczami.

Chyba mam slaba glowe - nie mam sily na razie pisac. Meczace to. Nie myslalem, ze tak bardzo. Ale cel musze osiagnac. Musze sie pozbyc wszelkich zludzen, ze egzystowanie z nia ma jeszcze jakikolwiek sens.

To narazie.

1 Comments:

Anonymous Anonymous said...

czego szukalem, dzieki

3:33 PM

 

Post a Comment

<< Home