To jest taki sobie blog. Blog jest zasadniczo o niczym.

Sunday, February 27, 2005

CD Zona

Przeczytalem sobie poprzedni post i daje sie po nim niewatpliwie zauwazyc stopniowa degradacje umyslowa autora. To tyle akonto koniecznego odnosnika, bo bedzie to niejako kontynuacja.

Dlaczego sie ozenilem? Wiem doskonale dlaczego, wbrew temu co napisalem. Ona jest cudowna istota. Jest piekna dziewczyna, inteligentna rozmowczynia, jest bardzo towarzyska i nie wiem co jeszcze, ale z pewnoscia by sie znalazlo. Sek w tym, ze ja jej chyba nie kochalem. Myslalem o tym wielokrotnie i doszedlem do wniosku, ze ja chyba jestem zwyczajnie niezdolny do wyzszych uczuc. Hmm tu przydalby sie jakis specjalista

Niewatpliwie jak zaczelismy byc ze soba odczuwalem euforie nie mogaca rownac sie niczemu co czulem wczesniej. Moje zycie nagle zaczelo sie ukladac zajebiscie. Wszystkie problemy z ktorymi sie borykalem nagle zaczely sie rozwiazywac. Moim glownym problemem zawsze byla samotnosc. Przykre tak? W zasadzie ja sie z nia juz zdolalem w duzej mierze pogodzic. Bylem sam wiekszosc swojego zycia. Dodam, ze przed zona nie bylem na stale z zadna dziewczyna. To doprowadza mnie do pytania: czy to byla milosc, czy tylko samotnosc. Czy ja poszukiwalem osoby, ktora bym kochal - tulil piescil i nazywal ja George - czy tylko potrzebowalem zabawki, ktora by byla obok jakbym chcial sie czasem odezwac i pokochac? Wielokrotnie slyszalem ten zarzut z jej ust i chyba nabieram przekonania, ze miala w duzej mierze racje.
Jednak czlowiek nie powinien sie chyba tak umartwiac. To ze jestem z natury introwertykiem nie powinno byc powodem dla ktorego nie zasluguje na zycie, rodzine ect. Z pewnoscia powinienem sie bardziej starac, ale tez nie mozna tu niczego mi zarzucic - staralem sie jak moglem - a ona - "widzialy galy co braly".
Tyle watkow a ja tak wolno pisze... Cotojamialem? Przed slubem kumpele z roboty powiedzialy mi i jej (bo pracowalismy razem) cos fajnego. To bylo bardzo madre - warte przekazania kazdemu nowozencowi. Przed slubem nie warto jest myslec "dlaczego chce wziac z nim/nia slub". Nie warto sie zastanawiac nad zaletami drugiej osoby. To jest jasne. Natomiast warto sie skupic na wadach i zadac sobie inne fundamentalne pytanie "czy jestem w stanie z tymi jej/jego wadami". Przy czym nie mozna liczyc na to ze on/ona to zmieni, na to nie mozna liczyc.
To dobre - naprawde polecam. Jakby jakas zblakana owieczka trafila na ten blog i to przeczytala - prosze przekazac dalej.

No i tak - w koncu dochodzimy do przyczyny. A byla taka - ty wyjezdzasz i mnie zostawiasz, ja z toba nie moge pojechac bo nie chce, nie lubie i choc mowilam cos innego przed slubem mam to w dupie. Masz byc i mnie pilnowac cobym sie nie puszczala. Bo jak ty sobie wyobrazasz nasze zycie? Bedziesz sobie wyjezdzal, a ja bede jak grzeczna dziewczynka siedziala i pilnowala domu? Jak pies? Moze jeszcze dzieci mam wychowywac jak ty 2 tygodnie w roku bedziesz wypoczywal. No przeciez ty jestes nieodpowiedzialny! Nie chce miec z toba dzieci.

Zatem tak to sie zakonczylo. Glowny powod bycia razem stal sie nieosiagalny przez moja nieodpowiedzialnosc. Nie chce sie nad soba uzalac, ale jak kobieta zaczyna mnie szantazowac urodzeniem lub nie urodzeniem mi dzieci to ja wysiadam. Mam dzis w sobie duzo goryczy. Jestem jakby agresywny czy cos? Powodow bylo wiecej, znacznie wiecej.

Istotna kwestia byl model zycia - tak powiem gornolotnie. Otoz rodzice zony - tesciowie to dwojka psycholi. Jak ktos slyszal taki kawalek Fishbone "Drunk schizo" to powinien sobie wyobrazac ta relacje. O! Nalezy jeszcze dodac do tego !koniecznie! "sado-maso piosenke" Republiki. To w zasadzie wszystko wyjasnia. Dodam tylko, ze tesc nie ma roboty.
Model ich codziennego zycia relacjowany przez sasiadke z gory wyglada nastepujaco (bardzo cienkie sciany) : stara wraca z roboty robi obiad drac sie na starego, ze znow nic nie robil. Jedza. Tu dodam od siebie - chleja przy tym winsko, a raczej tylko stara, bo stary alkoholik wiec nie moze. Stary od czasu do czasu wychodzi do sasiedniego pokoju i pociaga z flachy, ktora trzyma w szafie. Matka, nadaje caly czas przy obiedzie jakim on jest kompletnym zerem i jak to on jej zycie spierdolil.
Warto przy tym wiedziec jaki ma ona sposob werbalizacji swoich mysli: nadaje z predkoscia karabinu maszynowego, troche podobnie do Scatman'a. Przy tym jest w stanie to robic przez wiele godzin niemal bez przerwy, mowiac ciagle o tym samym.
Dodam tu moze szersza charakterystyke...hmmm chociaz moze nie.... to byloby zbyt latwe do przesledzenia... nie bede opowiadal duzo - wystarczy, ze powiem - nerwica natrectw w stanie tak zaawansowanym, ze od tworek dzieli ja tylko fakt, ze ojciec jest jeszcze bardziej jebniety. Tak, bo po obiedzie i paru wyprawach starego do szafy ojciec zaczyna sie >>odgryzac<<>>troche<< przegial wiec zaczyna ja przepraszac i opowiadac o tym jak to on sobie bez niej nie poradzi i zdechnie pod mostem. Potem zgodnie z relacji sasiadki nastepuje ostatni etap ich dziennego rytmu - zaczynaja sie rypac tak ze stara daje paroma oktawami w ta i spowrotem (orgazmiczna spiewaczka z niej jest podobnoz nieprzecietna).
I tak to jest. Troche emocji w zyciu ludziom potrzeba. Gdy ten marazm codziennosci staje sie nie do zniesienia trzeba sobie cos urozmaicic.

Nie musze dodawac chyba, ze mi sie taka opcja niezbyt usmiecha. W zasadzie wstepem do takiego ukladu byla calkowita izolacja tej dwojki od otoczenia. Oni nie maja znajomych. Sa kompletnie sami i sami sobie to zawdzieczaja. Sam wiem to dobrze, bo na wielu wieczorkach doznawalem ich przemilego towarzystwa i kosztowalem pierwszych dwoch punktow ich codziennego grafiku (na szczescie uniknalem reszty).

Koszmar! Wspolczuje Monice tego, co przeszla wychowujac sie w towarzystwie tej pary. Jak zaczelismy byc razem czulem, ze musze jej pomoc. Wydostac ja z tego placu boju. Szybko sie do mnie sprowadzila - po paru miesiacach naszego bycia razem.
Hmmm wlasnie sie zastanawiam jak dlugo euforyzowala sie spokojem, ktorego bylo tak wiele wiecej niz u niej. Trudno wyczuc, moze do konca, a moze nie? Napewno jednak spokoj jej tez przeszkadzal. Moze zbyt wiele spokoju. Ja czesto sie zajmowalem roznymi bzdetami - komputerem, gitara czy telewizja. Generalnie przez te lata samotnosci wyrobilem w sobie radosc zajmowania sobie czasu roznymi tematami. Fajnie byloby napisac, ze jestem tez molem ksiazkowym - hmm to by ladnie wygladalo :)) ,ale nie ma to wiele wspolnego z prawda.
Prawda jest tez taka, ze zasadniczo wszystkie z tych rzeczy mozna mniej lub bardziej dzielic ze soba. I na poczatku tak bylo. Z latami jakos nawet wspolne ogladanie telewizji zaczelo nastreczas mase dziwnych problemow. Zaczelo nam sie rozjezdzac.
Pocieszam sie tylko, ze chyba wszystkim sie rozjezdza to po latach. Moze innym sie to troche mniej rozjezdza?
Jednak wierze, ze jeszcze przed slubem dalem jej sie poznac. Nie zenila sie z gosciem, ktory byl dla niej wielkim znakiem zapytania. A moze wlasnie o to tez chodzilo? Tzn ze nie bylem znakiem zapytania? Nie w rozumieniu bycia tajemniczym, niezglebionym i nieprzewidywalnym mlodziencem z roza w zebach.
Zaobserwowalem w sobie od dluzszego czasu zmiane podejscia do otoczenia. To troche porabane... chodzi o to, ze zaczelo mnie wszystko naprawde gowno obchodzic. Absolutnie wszystko. Oprocz roboty, zony i naszej przyszlosci. Zaczalem podchodzic do otoczenia jak do kompletnie nieistotnego tla. Przeginalem w tym na maksa. Przy czym ja jestem osoba, ktora zawsze byla oceniana przez innych jako osoba, ktora ma autentycznie ma wszystko w dupie. Jest tu pewna pozorna sprzecznosc. Bo byl to taki moj mechanizm interakcji z otoczeniem, ktore zawsze mialo dla mnie duze znaczenie. Wynikało to z zaobserwowanej przeze mnie zaleznosci polegajaca na kompletnym braku sukcesu wszedzie tam gdzie angazowalem swoja uwage nazbyt intensywnie.

Wlasnie obejrzalem sobie film Petra Almodovara - nie znam tytulu. Cholera dlugoby pisac - a to nie recenzja. Niewazne - Kika tez byla zdrowo pojebana. Gosc ma naprawde niezla jazde. Jezeli zwiazki wygladaja tylko tak jak w jego filmach to ja odpadam. Chyba jestem skazany na samotnosc. Paranoja.
Icobytuwpisacjeszcze?
Jest pozno a CD3 mozna dopisac pozniej. Musze znalezc jakas metode spisywania w skrocie watkow i potem ich opisywania, zeby mi nic nie ucieklo. Tyle koncepcji do wyzalenia sie, a jak przychodzi co do czego, to pusta bania. goddemet!

0 Comments:

Post a Comment

<< Home